Kliknij tutaj --> ♠️ przed wschodem słońca youtube cały film
W czasie podróży pociągiem Amerykanin Jesse poznaje Francuzkę Celine. Oboje jadą do Wiednia. Szybko przypadają sobie do gustu, wiedzą jednak, że u celu podróży ich drogi szybko się rozejdą na zawsze. Spędzają razem jeden dzień zwiedzając Wiedeń. Mają czas tylko do wschodu słońca, potem ich pociągi odjadą w różne strony.
„Przed wschodem słońca” (1995): romantyczny dramat Richarda Linklatera opowiada o Jesse i Celine, którzy spędzają razem magiczną noc w Wiedniu. „Eternal Sunshine of the Spotless Mind” (2004): Ta wyjątkowa historia miłosna bada złożoność relacji poprzez podróż Joela i Clementine polegającą na wymazywaniu wspomnień.
To niesłychane!!! Promują nas w Radiu!!!wykorzystano jingle RMF FMoraz fragmenty utworu "Więc chodź" zespołu PWS
Już od 06:30 rano jedziemy ;) (y) 7km do zrobienia. "Mistrzem nikt sie nie rodzi!! Mistrzem sie stajesz!!"
Począwszy od Przed wschodem słońca w 1995 r. kontynuując Przed zachodem słońca w 2004 r., a kończąc Przed północą, wydany pięć lat temu w 2013 r. (dzielą nas tylko cztery lata Przed czasem letnim i jestem naprawdę podekscytowany), to najbardziej słowna i prawdopodobnie najmądrzejsza ze wszystkich amerykańskich trylogii, a samo
Les Meilleur Site De Rencontre Gratuit 2015. Program TV Stacje Magazyn Ocena melodramat USA 2004, 85 min Melodramat "Przed zachodem słońca" stanowi kontynuację poruszającego obrazu "Przed wschodem słońca", za którego reżyserię Richard Linklater otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia. Zrealizowany przez tego samego reżysera sequel w niczym nie ustępuje oryginałowi. Ponownie oczarowuje niepowtarzalnym klimatem, wspaniałymi dialogami oraz świetną grą aktorską Julie Delpy i Ethana Hawke'a. W filmie "Przed zachodem słońca" para znanych aktorów wciela się w postacie Francuzki Celine i Amerykanina Jessego. Przed dziewięcioma laty spotkali się oni w pociągu jadącym z Budapesztu do Wiednia. Spędzili wówczas ze sobą noc, spacerując po stolicy Austrii i rozmawiając zarówno na ważne, jak i błahe tematy. Piękna i obiecująca znajomość nie zaowocowała jednak poważnym związkiem. Dziś ich drogi znowu się krzyżują. Celine udaje się do paryskiej księgarni, gdzie Jesse podpisuje swoją nową książkę. W ten sposób los daje bohaterom obrazu "Przed zachodem słońca" drugą szansę. Niestety, podobnie jak przed laty, mają dla siebie niewiele czasu. Pisarz musi bowiem wieczorem wracać do Nowego Jorku. Tymczasem podczas wędrówki ulicami miasta i długiej rozmowy zarówno Celine, jak i Jesse uświadamiają sobie, że łączy ich wyjątkowa więź. Każde z nich musi podjąć ważną życiową decyzję. Richard Linklater Ethan Hawke (Jesse), Julie Delpy (Celine), Rodolphe Pauly (Journalist #2), Vernon Dobtcheff (Bookstore Manager), Diabolo (Philippe), Louise Lemoine Torres (Journalist #1), Mariane Plasteig (Waitress), Denis Evrard (Boat Attendant) Brak powtórek w najbliższym czasie Co myślisz o tym artykule? Skomentuj! Komentujcie na Facebooku i Twitterze. Wasze zdanie jest dla nas bardzo ważne, dlatego czekamy również na Wasze listy. Już wiele razy nas zainspirowały. Najciekawsze zamieścimy w serwisie. Znajdziecie je tutaj.
{"type":"film","id":4095,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Przed+wschodem+s%C5%82o%C5%84ca-1995-4095/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Przed wschodem słońca 2009-08-05 18:55:40 Nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam tak kiepski film. Aż mnie skręcało w kinie, tym bardziej, że reszta publiczności wyła z zachwytu nad co głupszymi scenami. Bohaterowie stypizowani płciowo według najbardziej prymitywnego schematu. Głupawe miny Hawke'a i zawstydzone spojrzenia Delpy na przemian z przygryzaniem wargi i odgarnianiem włosów za ucho- w zasadzie o to chodzi w filmie. Historia banalna i mdła , niesmak pozostaje jak po zjedzeniu mydła. Dziwi mnie, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Nie mogłam patrzeć na tę głupią pannę, o jej pseudofilozoficznych rozważaniach nie wspominając. To takie piękna, inteligentna, Francuzka oczywiście, delikatna jak cholerny motylek, choć z charakterkiem ("Merde!"); on, niezbyt rozgarnięty, ale uroczy jak szczeniaczek, niby taki twardziel, ale w głębi ducha marzyciel, a nawet filozof. Mogłabym to jeszcze znieść, w końcu od takich ludzi się roi na świecie, ale irytuje mnie, że nikt nie dostrzega szowinistycznych wątków w tym filmie. W scenie na trawie Celine mówi: "Chciałabym się z tobą przespać, ale boję się, że potem będę zazdrosna o inne dziewczyny. To takie kobiece" i: "Pewnie chcesz mnie wykorzystać do spełnienia swoich męskich fantazji i będziesz się chwalić, że przelieciałeś Francuzkę poznaną w pociągu". No bo oczywiście kobieta nie może mieć ochoty na przygodny seks. Dopiero musi się zaangażować. A facet zawsze chce kobietę wykorzystać. Chyba, że się zaangażuje. I ta rozmowa o feminizmie ("Gdyby na bezludnej wyspie żyło 99 kobiet i jeden mężczyzna, to pozabijałyby się o niego"). Bo oczywiście nie byłoby tam żadnych lesbijek, a szczęściem kobiety jest być zapłodniną. Oczywiście nie podejrzewam reżysera o celowy wydźwięk szowinistyczny filmu, i tak za dużo napisałam o tak głupim filmie. Nie mogę po prostu zrozumieć, dlaczego ludzie widzą w nim głębię i nazywają uroczym, pozytywnym itd. Taką szmirę. zweistein Włażę na forum dyskusyjne nie dlatego, żeby określać filmy mianem: "nuda". Jeśli nie wierzysz, to przejrzyj moje wypowiedzi, niektóre są całkiem długie. A jakie mogą być argumenty dotyczące filmu, który mnie autentycznie zanudził? Niczego w nim porywającego i odkrywczego nie znalazłem. Chcesz dyskutować o tym, że wcale nie jest nudny? Bo ja nie bardzo. Skoro uważasz (jak się domyślam), że jest wartościowy i warty obejrzenia, to przedstaw swoją opinię na forum i już. Na pewno znajdą się dyskutanci, którzy podejmą rękawicę i będą z Tobą polemizować. Ja po prostu myślę, że gdyby nagle, jakimś cudem, wszyscy producenci filmowi się zmówili i przez cały rok produkowaliby tylko takie filmy (a więc na ekranach całego świata znalazło by się ich co najmniej kilkaset, jeśli nie więcej...), to ludzie przestaliby w ogóle chodzić do kina, a multipleksami zajęła by się rzesza komorników.. karakrytyka Dalej nie rozumiem, jaki jest sens wychodzenia z komunikatem "nuda", skoro nie ma się chęci ani umiejętności argumentowania i podjęcia dyskusji. Serio nie wiem. Bo ja, jeśli zamieszczam komentarz, jestem przygotowany do tego, że ktoś może zaproponować dyskusję, odrzucić moje spostrzeżenia, zmusić mnie do namysłu, pokazać mi rzecz z innej strony, co bywa też cenne. Gdyby wszyscy piekarze nagle się zmówili i zaczęli produkować wyłącznie słodkie bułeczki...Gdyby producenci samochodów nagle się zmówili i zaczęli wypuszczać z fabryk tylko vany...Gdyby muzycy się umówili i zaczęli tworzyć jedynie rap...Gdyby wszyscy sportowcy zaczęli grać tylko w golfa...Gdyby...No fakt - masz rację - wygląda na to, ze nasz film jest po prostu beznadziejny. Cudowna argumentacja. ;) zweistein Ależ z Ciebie uparciuch. Mój komunikat, jak to nazywasz, należy odczytywać tak: "uwaga, nuda! Nie oglądajcie, jeśli nie chcecie zasnąć podczas seansu". Tego też nie wolno? Odczytaj to zatem, jako moje bezargumentacyjne ostrzeżenie dla innych. Mniej więcej tak, jak "Uwaga, miny". Od takiego komunikatu też oczekujesz rozwinięcia i argumentacji? Jeśli tak, to musiałaby przy takim napisie być jeszcze jedna obszerna tablica, a na niej drobnym druczkiem wyjaśnienia i argumentacja: co to są miny, wprowadzenie historyczne, czyli pierwsze konstrukcje min na świecie, dlaczego nie powinno się po nich chodzić, budowa miny, rodzaje zniszczeń, które dokonują, gdy wybuchają i wiele, wiele innych. Widziałeś kiedyś coś takiego? Mam zatem nadzieję, że wielu wielbicielom kina wystarczy moje krótkie ostrzeżenie. A jeśli jesteś tak bardzo ciekawy argumentacji, dlaczego to taki kiepski film, to poczytaj komentarze na jego temat, zwłaszcza te bardzo liczne, negatywne. karakrytyka Błąd logiczny. Mina jest rzeczą obiektywną - i obiektywnym zagrożeniem. Twoje ostrzeżenie przed filmem już nie. Więc to pierwsze uzasadnienia żadnego nie potrzebuje. Ale drugie? Owszem. Tylko trzeba mieć coś do powiedzenia, poza "wynudziłem się, film fatalny".Bo inaczej wygląda to raczej na niedowład widza, nie filmu. Dzięki za odsyłanie w inne rejony, ale tutaj rozmawiam z tobą, z nikim innym. Tzn. - teoretycznie. Bo w praktyce wygląda to raczej na twoją próbę ucieczki przed dyskusją o filmie. Widocznie pisanie o niewybuchach jest łatwiejsze niż znalezienie merytorycznych argumentów na potwierdzenie swojej niechęci do filmu. zweistein O, Panie! Film jest też rzeczą obiektywną i zagrożeniem dla tych, którzy nie chcą stracić dwóch godzin nudząc się w kinie. Dla nich jest przeznaczone to może tak porozmawiamy o innym filmie, skoro tak bardzo chcesz poznać moje poglądy filmowe? Polecam film "Nie opuszczaj mnie". Bardzo różni się od tej idiotycznej paplaniny o niczym z filmu "Przed wschodem słońca". Ten film dosłownie wcisnął mnie w fotel. Jeśli nie obejrzałeś - szczerze polecam. Może wreszcie dostrzeżesz różnicę pomiędzy naprawdę ambitnymi obrazami filmowymi, a taką sieczką, z jaką mamy do czynienia w "Przed wschodem słońca". Treść tego ostatniego zapomniałem natychmiast po jego obejrzeniu i żadne z tych - podobno odkrywczych i dowcipnych - dialogów i monologów nie zapadły mi w pamięć. O filmie "Nie opuszczaj mnie" pamiętam do dzisiaj. Dla mnie to najlepszy sposób na klasyfikację jakości dzieła filmowego. Powtarzam, żebyś znowu nie urządził sobie uczonego wykładu: DLA MNIE! karakrytyka Film jest rzeczą obiektywną - jako forma istniejąca w czasie i przestrzeni. ale - uwaga, teraz to trudniejsze - twoja ocena już taka nie jest. Wobec tego uzasadnienie i argumenty są istotne - a tych brak. Jest tylko twoje skrzywienie. Zobacz na swój pierwszy wpis, jeśli nie pamiętasz - tam jest tylko nie przepraszam - już przecież są. I to jakie rozbudowane. Jeden film zły i sieczka, drugi świetny i zapomnieć niepodobna. No tak., można i tak ;) zweistein Widzę, że się nie dogadamy. Stosujesz taktykę wybiórczych wniosków i nie czytałeś moich wypowiedzi dotyczących niektórych innych filmów. No tak, można i tak ;) karakrytyka Co miałaby mi dać lektura twoich wypowiedzi dotyczących innych filmów?Nie rozmawiam z tobą (a właściwie usiłuję) o "różnych innych filmach", tylko o tym konkretnym - o którym nie wiesz, co powiedzieć - z wyjątkiem kilku niesprawiedliwych komunałów. zweistein ..."niesprawiedliwych komunałów"...Wg Ciebie tylko taka ocena jest "sprawiedliwa", która wychwala film? I mogą być sprawiedliwe komunały? A co powiedzieć o tym filmie, wiem doskonale - to nudny, przegadany i nic, albo niewiele wnoszący do sztuki filmowej, przereklamowany obraz. To właśnie mam do powiedzenia i traktuj to tak, jak napisałem wcześniej - jako ostrzeżenie. Jeśli lubisz się nudzić na filmach - to szczerze polecam...A jeśli się na nim nie nudziłeś - to z zainteresowaniem przeczytam Twoje komunały (pardon: opinie), jeśli zdecydujesz się je napisać. I myślę, że już chyba pora skończyć tą dyskusję. Ja pozostaję przy swojej ocenie(filmu), a Ty przy swojej ocenie (moich wypowiedzi). Na ra! karakrytyka Moje refleksje zamieściłem już pod innymi tematami - podrzuciłem ci, gdzie, więc nie ma chyba powodu, żebym znowu się powtarzał. "Z zainteresowaniem" możesz tam poczytać, co sądzę o nie ja uchylam się przed konfrontacja w dyskusji. To od ciebie nie można doczekać się uzasadnienia kilku negatywnych klisz, których użyłeś...Zmuszasz mnie, żebym wchodził w rolę nauczyciela. Skoro trzeba: tak, komunały nie muszą być niesprawiedliwe. Przykład: jeśli powiesz pięknej kobiecie "jest pani piękna" - mamy do czynienia s komunałem właśnie - "sprawiedliwym", w tym znaczeniu, ze oddającym stan rzeczywisty. Twoje komunały odnośnie filmu są natomiast niesprawiedliwe - jeśli wyjść poza i ponad twoje prywatne pretensje i spojrzeć na film lepiej i pełniej (czego ty nie umiesz bądź nie potrafisz zrobić). zweistein Nie mam żadnych prywatnych pretensji, a na film spoglądałem najlepiej i najpełniej jak potrafię. I nadal ostrzegam innych, gdyż film był dla mnie straszliwie nudny, przegadany i właściwie o niczym. A w roli nauczyciela jesteś naprawdę świetny. Nie dorastam Ci do pięt w tej dziedzinie... Koniecznie musisz kontynuować to zbożne edukacyjne dzieło. Na pewno wielu jest na tym forum osób, którym - tak, jak mnie - taka edukacja i pouczenia ex cathedra bardzo się przydadzą w dalszym życiu przed ekranem. To co? Jeszcze Cię ręka świerzbi i chcesz dalej prowadzić tą wymianę myśli? karakrytyka Jasne. Czego jeszcze nie wiesz albo nie rozumiesz?Bo co do filmu, straciłem nadzieję, że cokolwiek jesteś w stanie z siebie wydusić - poza paroma negatywnymi przymiotnikami.
Sklep Filmy Filmy DVD Obyczajowe Obyczajowe Wszystkie formaty i wydania (2): Cena: Oferta BESTDVD : 149,99 zł Opis Opis Pierwszy film z trylogii R. Linklatera w wykonaniu July Delpy i Ethana Hawke. Francuska studentka Celine i Amerykanin Jesse poznają się w pociągu do Wiednia. Rozmowa jest tak interesująca, że postanawiają wysiąść w Wiedniu i kontynuować dyskusję. Błahe rozmowy przeradzają sie w poważne tematy, a wzajemne zauroczenie w uczucie. Teraz w kolekcji Zakochane Kino. Dane szczegółowe Dane szczegółowe Tytuł: Przed wschodem słońca Reżyser: Linklater Richard Obsada: Hawke Ethan , Delpy Julie Muzyka: Fred Frith Producent: Warner Bros Entertainment Dystrybutor: Galapagos Data premiery: 2014-02-07 Czas trwania (min.): 105 Język oryginału: angielski Lektor: tak Lektor języki: niemiecki, hiszpański, angielski Polski dubbing: nie Napisy: angielskie, polskie Nośnik: DVD Typ dysku: dwuwarstwowa, jednostronna Liczba nośników: 1 Dźwięk Dolby Digital Region: 2 Indeks: 67514427 Recenzje Recenzje Dostawa i płatność Dostawa i płatność Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez . Inne tego reżysera Najczęściej kupowane
Doktor Faust ma wypowiedzieć te słowa, gdy dzięki Mefistofelesowi dozna pełni szczęścia. Diabeł spełnia różnorodne zachcianki, aby pokazać mu piękno jowialnej natury człowieka. My również poszukujemy utraconego uroku dnia codziennego lub po prostu staramy się dać zaskoczyć, ponieść wiatrom nieokiełznanego przeznaczenia (od z lekka mniej rubasznej strony niż tytułowy bohater Fausta). Robią to i kochankowie z Przed wschodem słońca, którzy w trochę smutniejszych momentach swojego życia, odnajdują dawno zapomniane pragnienia w sobie nawzajem. Nieco przypadkowo, bez jakiegokolwiek starania i przymusu, spędzają wspólnie dwadzieścia cztery godziny w Wiedniu, by następnie spotkać się – dopiero – za dziewięć lat. Richard Linklater wspomagając się autobiograficznym wątkiem, chce udowodnić, że czasem nawet jeden dzień, polegający na rozmowie i odkrywaniu własnego ja, może wpłynąć na całe życie. Kadr z filmu “Before Sunrise” Impulsy i frustracje wpływają na nasze decyzje; czasem bezpośrednio, momentami na dłuższy okres. Tutaj również występują jako diametralnie oddziałujące na przeznaczenie dwójki młodzieńców. On – wracający do Stanów z samej Hiszpanii, zniesmaczony zawodem związku na odległość; Ona – szukająca siebie, pogubiona i zniesmaczona otaczającą ją rzeczywistością. Wspólnie jadąc pociągiem, hałasu nastręcza im siedząca obok starsza para, a jak wiadomo – język Austriaków nigdy nie brzmiał pięknie, sam cesarz Karol V powiedział kiedyś, że z koniem rozmawia po niemiecku. Celine przesiada się dalej, bohaterowie zaś rozpoczynają konwersację od poruszenia problemu malkontenctwa wśród starszych par. Z jednej strony możemy potraktować to jako punkt zaczepienia w celu nawiązania rozmowy, z drugiej ukazania kontrastu pomiędzy młodzieńczą relacją a tą nieco starszą. Zobacz również: Recenzję filmu “American Valhalla” Reżyser od początku podkreśla witalność ich jednodniowego związku, a gdy z minuty na minutę rozkręcają się i przekonują do siebie, przechodzą z miejsc siedzących do restauracji pociągowej (gdzie notabene wyróżniają się; nie wiem, czy wina leży w ich słodkawym sposobie bycia, czy może specjalnym usadowieniu na słonecznej części siedzeń – prawdopodobnie jest to lekka nadinterpretacja z mojej strony), a następnie trafiają w sam środek kolebki stylu i kultury, do Wiednia. Są sobą zachwyceni od początku, poświęcają więc dzień, by jak najdłużej korzystać z niespodziewanej admiracji. No i się zaczyna, bo asumptem do takich działań staje się prawdziwa miłość. Kadr z filmu “Before Sunrise” Oglądając Przed wschodem słońca, można zdać sobie sprawę, jak jeszcze wiele przed nami. Ta dwójka nie wiedziała o życiu nic, dopóki się nie spotkała. Do tego czasu żyli marzeniami, obłudnymi spostrzeżeniami, dopiero w Wiedniu dowiedzieli się o sobie więcej, niż przez całe swoje życie. Linklater nie pochwala intelektualizmu, nie stara się ukazać egzystencji, w której największym wyznacznikiem jest ilość przeczytanych książek i poznanych traktatów filozoficznych; wręcz przeciwnie, liczą się spostrzeżenia, interakcja z ludźmi i światem wokół – przecież on nie gryzie, stoi otworem, jedynie trzeba chcieć go dostrzec. Jesse wraz z Celine w ciągu jednej nocy trafiają praktycznie wszędzie, znajdziemy ich w pobliskiej knajpie i sklepie z winylami, a także w obskurnym barze dla fanów muzyki rockowej. Co łączy wszystkie te miejsca? Fakt, że rozmawiają. Ciągle, ciągle i ciągle znajdują kolejne tematy do rozmowy, począwszy od pierwszego zakochania, po reinkarnację. Twórca mówi widzowi wprost: prawdziwy filmowy romans (czy nawet ten życiowy) nie opiera się na dwóch uśmiechach, butelce wina i łóżkowej przygodzie połączonej z happy endem. Trzeba traktować je jako dodatki wykorzystywane dla efektów kosmetycznych. Przede wszystkim, chodzi o przeżyty czas, zrozumienie i chemię wyzwalającą się podczas rozmów. Ten wątek przeplata się przez wszystkie części, w trzeciej znajomi naszych protagonistów zapytani o przepis na idealny związek, odpowiadają, że zarówno mąż, jak i żona muszą być najlepszymi przyjaciółmi. Chyba o to w tym wszystkim chodzi, uczucie następuje od słów do serca. Zobacz również: Podcast o “Tajemnicach Silver Lake” Pierwsza część emanuje magią, oczarowuje realizmem, który w żaden sposób nie stara się być nachalny. Para przechadza się uliczkami Wiednia, jednak wokół nie dzieje się dosłownie nic. Drugi plan nie istnieje, jednostajna kamera służy wyłącznie w celu pokazania obustronnego zachwytu, najazdy na ich twarze, uśmiech łączony z zauroczeniem, dialogi. Linklater minimalizuje obraz, stara się uchwycić najważniejsze – intymność Jessego i Celine przedstawioną w postaci godzinnego słowotoku o wszystkim i o niczym. Dobrali się, ponieważ mieli spokojne i stoickie podejście do życia. Nie dostajemy politycznego bełkotu, film stara się jedynie przekazać szczere i spokojne prawdy, przydatne dla codzienności. Ethan Hawke niczym Robin Williams wykrzykuje – nie dosłownie – Carpe diem! Rób to, co kochasz, ciesz się kolejnym dniem, a wszystko zrobione od serca, kiedyś ci się zwróci. Patrząc na ich losy w kolejnych tytułach, można śmiało stwierdzić, iż miał rację. Kadr z filmu “Before Sunrise” Dwie sceny skłoniły mnie, by napisać tą krótkiej serię artykułów o filmach z duetem Hawke/Delpy. Trafiły one do mnie tak dosadnie, że grzechem będzie, jeśli o nich nie wspomnę. Pierwsza dzieje się na cmentarzu bezimiennych, do którego Celine chce wrócić, przypomina jej czasy beztroskiego dzieciństwa. Po rozmowie z Jessiem zdaje sobie sprawę, że ono takie beztroskie nie było. W akompaniamencie sprawnie prowadzonych przejść wspólnie podchodzą do grobu nieznanej trzynastolatki. Słyszymy opowieść o tym, jak kiedyś odwiedziła już ten grób, w wieku takim samym, jakim zmarła mała dziewczynka. Czemu ten moment staje się taki ważny dla całości? Oprócz niezwykłej subtelności, którą wyczuwamy od początku sceny, Celine otwiera się tak jak nigdy, po raz kolejny działa tu impuls wyżalenia się. Dodatkowo wcześniej zrobił to już Jesse, gdy bez większego przemyślenia opowiedział jej historię o zmarłej babci. Tu właśnie ich więzi połączyły się, stali się jednością emocjonalną, a zrozumieli dopiero ten fakt w drugiej części. Nie zdawali sobie sprawy z takie biegu wydarzeń, mając młodzieńcze klapy na oczach. Sentymentalny Linklater wykrzykuje – zaufajmy sobie, potem będzie tylko lepiej! Scena numer dwa jest przykładem samoistnej szczerości, zyskanej i wykorzystywanej dzięki wspominanym wcześniej złączeniu osobowości. Bohaterowie grają w głupawą udawankę, każdy dzwoni do najbliższego przyjaciela i wyjaśnia co się z nim dzieje, gdzie jest, z kim jest. Brzmi banalnie, ale prędko bystra Celine przekształca ją w wyjątkowe wyznanie miłości od pierwszego wejrzenia; paradę komplementów. Obie strony po raz kolejny pokazują, jak świetnie się dogadują, samo prawienie pochlebstw jeszcze w żadnym filmie nie miało tak satysfakcjonującego wydźwięku. Gdy usłyszysz od kogoś, że masz piękne oczy, będziesz zadowolony. Kiedy powie to jednak osoba właściwa, wtedy jedyne co ci pozostaje, to płakać ze szczęścia. Zobacz również: Recenzję “Dzikich Chłopców” Kończy się noc, zaczyna dzień. Zdają sobie sprawę, że chcą spotkać się jeszcze raz. Może i dwa, trzy, cztery. Przed pociągiem umawiają się, że równo za sześć miesięcy spotkają się w tym samym miejscu, by przeżyć przygodę jeszcze raz. W uczuciowym afekcie zapominają się, żadnej wymiany telefonami, nie znają nawet swoich nazwisk. Odjeżdżają w nieznane, pozostawiając resztę w rękach losu. Tej formy reżyser nie mógł zmienić, powstałe Przed wschodem słońca jest zainspirowane wydarzeniami z własnego życia. W 1989 roku przypadkowo poznaje Amy Lehrhaupt, flirtują do samego rana, spotkanie kończy się pożegnaniem. I tyle, poprzez ogrom przeżycia tworzy swoje arcydzieło, a słuch o dziewczynie zaginął, nie przybyła na żadną premierę. Prawdopodobnie nieświadomie kręci drugą część, Przed zachodem słońca, wyobrażając sobie, co by było gdyby. Dopiero 21 lat od pamiętnego zetknięcia, dowiaduje się, że tuż przed kręceniem Przed wschodem Amy zginęła w wypadku samochodowym. Jak to śpiewał Cohen w ostatniej płycie: What my life would seem to me, If I didn’t have your love, To make it real… Kadr z filmu “Before Sunrise” Jesse i Celine zrozumieli, że życie nie jest tak bajkowe i pozytywne jak w Garsonierze. Ich dzieje potoczyły się zupełnie inaczej, a cała bajkowość okazała się w zupełności inna, jak sobie tuż przed odjazdem wyobrażali. Spotykają się dopiero po dziewięciu latach, odmienieni i pełni w bagaż doświadczeń, a niby wciąż tacy sami. O tym za jakiś czas…
{"type":"film","id":4095,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Przed+wschodem+s%C5%82o%C5%84ca-1995-4095/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Przed wschodem słońca 2012-12-14 16:51:43 ocenił(a) ten film na: 10 Już po 10 minutach wystawiłbym taką ocenę, a poziom utrzymuje się do końca. Pomysł powalająco prosty, a świetnie rozpisany na dwójkę aktorów. Gra bez zastrzeżeń, oni wręcz byli sobą - świeżo zakochanymi ludźmi. Najlepszy jest jednak ten magiczny realizm. Nie ma splotu niezwykłych okoliczności, nie ma ,,zabawnych" ról drugoplanowych czy sztucznych wątków. Wszystko na swoim miejscu, a jednak unosi się nad tym magia, którą wytwarza dwójka ludzi. Cieszę się, że to film bez echa - dzięki temu jego cechy jeszcze bardziej przemawiają. Nie wierzę, że aż do 1994 roku trzeba było czekać na taki prawdziwy film miłosny. laxman Film też dla mnie ważny, ale mam pytanie: co to jest "film bez echa"? laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Chodzi o to, że nie jest wymieniany, wspominany i poruszany w dyskusjach, artykułach, czy nawet rankingach. Dowiedziałem się o nim dopiero jakiś miesiąc temu, na forum filmu,,Bliżej", gdzie ktoś go polecił. Pomysł mi wpadł i zobaczyłem, i nie mogę uwierzyć, że przez całe swoje życie nie słyszałem o tym filmie. A w kanonie powinien być. laxman Ciekawe, bo zupełnie nie mam tego wrażenia. laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein W takim razie zazdroszczę. Też bym tak chciał. ja o tym filmie nie słyszałem, a powinienem. Tzn. chciałbym usłyszeć wcześniej. laxman E, też masz fajnie - takie odkrycie to wielka frajda. laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Oboje mamy fajnie. Kazdy na inny sposób, grunt, że jest radocha z filmu laxman Hm... Chyba "obaj"? ;) laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein zastanawiałem się nad tym, wybrałem formę kompromisową:) laxman Ale na czym polega ten kompromis, skoro obaj jesteśmy facetami, a forma "oboje" sugeruje raczej, że nie? laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Nie znając twej płci założyłem, że mozesz być kobietą - dlatego użyłem takiej formy. Wiem, to dziwne i nie ma związku, ale to byś musiał pogadać z moim mózgiem laxman Komunikacja i jej konwencje to zawsze ciekawy temat. Ja nie miałem wątpliwości, że jesteś facetem - nick i awatar są jednoznaczne. A u mnie? Zobacz: "męski" nick - bo ten zweistein, a nie ta zweistein, no i pociągająca dziewczyna w awatarze - więc męski punkt widzenia, chyba, że ktoś założyłby, że to chodzi o erotyzm lesbijski. Ale to nie ten przypadek. No, ale dość o tym. Chcesz może napisać, co szczególnie urzekło cię w "Przed wschodem..."? Może skonfrontujemy nasze wizje? laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Kwestie płciowe wyłożyłeś tak, że ja jeno mogę się pod tym podpisać:) Co do mojej wizji - no pewnie!To niezwykłe, ale taki jest fakt - już po przeczytaniu opisu filmu i paru wątków na temat tego filmu czułem, że może to być ,,to". I nie pomyliłem chodzi o to, że jest to film bez wad. Bo może z jedną, dwie dłużyzny bym znalazł, gdzie dialogi nie dają do końca rady. Ale film na maxymalną notę to przede wszystkim dla mnie treść, emocje i wciągnięcie widza - a tego tu pod dostatkiem. Co mnie urzeka? Pójdę punktami, bo tak łatwiej1. ,,Przed wschodem..." nie rzuca nas w skomplikowany świat czy pogmatwaną intrygę. od początku czuć, że nie będzie tu zwrotów akcji czy jakiegoś filmowego punktu kulminacyjnego. (choć pożeganie może za taki uchodzić). To lubię, kiedy scenerią jest po prostu REALIZM. Zwykła sytuacja, w której wielu nas się znalazło - chcemy zagadać do laski w pociągu, busie itp. A potem już do końca wszystko wydaje się naturalne, umotywowane, ale też nieco szalone - laska wysiada z obcym gościem w obcym mieście? Tutaj jest to tak podane, że łykam to od razu, bez poddawania w wątpliwość. 3. Kreacja bohaterów. Krótko - Jesse to gość, którego chciałbym poznać, napić się, utożsamiam się jak mało kiedy. Celine tak samo - przeradza się z bohaterki filmowej w... coś więcej. No można się zauroczyć, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. 4. Dialogi. Nie są sztuczne. Wiadomo, że na początku znajomości warto się zaprezentować z jak najlepszej strony, stąd oboje niejako popisują się swoimi przemyśleniami i pomysłami - zwłaszcza Jesse. Kto z nas tak nie ma? jakoś trzeba zbudować atrakcyjność. Potem robi się poważniej, otwierają się, żartują, poruszają w zasadzie każdy temat. Ja tam lubię tego typu lekkie rozmowy. 5. Brak akcji, brak pośpiechu, brak drugoplanowych postaci rozrzedzających atmosferę - to wszystko zalety. 6. Scena w sklepie muzycznym, w kabinie. To wręcz niebezpieczne stężenie braku ,,filmowości", czyste emocje, napięcie, no i sytuacja, w której łatwo się postawić. (niemal każdy pewnie przeżył coś takiego)7. No i punkt najważniejszy. Czyli to, co zostaje w głowie, sercu i wszędzie. To, co sprawia, że będziesz pamiętać ten film. To, w jaki sposób możesz odnosić go do swojego życia. Ja odkrywam u siebie obsesje związane z pociągami - po tym filmie jeszcze bardziej zwracam uwagę na pasażerki, bo czemu by nie spotkać tam kobiety życia? laxman Zazwyczaj wchodzę w dyskusję, w której mocniej zaznaczona jest opozycja, różnica zdań. Ale w tym przypadku jest inaczej. Z większością niestety muszę się zgodzić. Niestety, bo traci na tym temperament dyskusji... ;)Dodam od siebie: pociągająca jest możliwość. Bohaterowie, z racji swego wieku i miejsca wżyciu - znajdują się w miejscu, w którym jeszcze "wszystko mogą", wszystkie drogi stoją przed nimi otworem. Jeszcze "nie obrośli tłuszczem", że zacytuję Podsiadłę. No i ta melancholia, tląca się między murami Wiednia... Ciekawe, że "brak akcji" traktujesz jako atut filmu, dość specyficzna pochwała, szczególnie jak na dzisiejsze standardy czytania kina. Ale też widzę to podobnie - nic niby się nie dzieje, a przecież dzieje się kosmos. Bo spotkanie, takie prawdziwe spotkanie, którym można zdobyć się na szczerość, bliskość, stłuc szybę, wyjść z kokonu, jest magią. Może to jest ten "magiczny realizm", o którym wspominasz?Przy okazji: widziałeś już kontynuację, "Przed zachodem słońca", pokazującą bohaterów po latach? laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Wybacz, że Cię rozczarowałem i nie mam odmiennego zdania:). A ja akurat ciesze się, że ktoś podziela moje, bo choć niby nie przejmuję się ocenami innych, to wkurzyłbym się na negatywne opinie dotyczące tego filmu...Co do magicznego realizmu - tak, dokładnie o to mi chodzi. ,,Dzieje się kosmos" - no świetna metafora. Ten film z dnia na dzień znajduje się coraz wyżej w moim osobistym TOP 10. Nie widziałem ,,Zachodu". Boję się. Z jednej strony to osobny film, ale obawiam się, że mógłby zepsuć mi odczucia z e ,,Wschodu". Z drugiej - może jest równie dobry? Ty oglądałeś? Jak wrażenia? laxman Słyszałem b. pochlebne opinie, ale sam nie do końca je podzielam. Oglądnąłem z zaciekawieniem, ale "to jednak nie to". Zachęcam, poczekam na Twoją do "Przed wschodem..." - zauważ, że "dziwność" tego filmu polega też na tym, że jego walorami są te elementy, które w innych obrazach byłyby zapewne balastem - np. to, ze jest to film "gadany", czyli jakby niefilmowy. laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein To pewnie obejrzę, ale póki co naprawdę się boję. I ta dziwność jest powalająca, jej zastosowanie. ostatnio właśnie wpadła mi do głowy myśl, że to... mógłby być film Allena, gdyby zawierał więcej allenowego humoru. Reszta elementów się zgadza. To taki ,,Manhattan" naszych czasów. laxman Muszę się zastanowić, bo jakos dotychczas "Manhattan" nie pojawił mi się w polu widzenia - w kontekście "Przed wschodem słońca".Twoja sytuacja wcale nie jest taka zła: zobacz, albo film nr 2 uznasz za świetny ( w związku z tym bedziesz miał kolejny obraz do prywatnych zbiorów), albo też uznasz za gorszy ( i wówczas ten pierwszy jeszcze zyska na blasku i walorach).Sam widzisz, oglądaj śmiało. ;) laxman ocenił(a) ten film na: 10 zweistein Moze ogólniej - chodziło mi o wszystkie ,,gadane" filmy Allena, z ,,Annie Hall" na czele. Myślę, że cąła jego twórczość ma wiele wspólnego ze ,,Wschodem", a może odwrotnie - twórcy tego filmu wzorowali się na Allenie. No dobra, zaryzykuję z kontynuacją. Niedługo:) laxman Świetna dyskusja :) Film i jak dla mnie 10/10; cudowne rozmowy, piękne ujęcia, do tego zachwycił mnie Wiedeń w tle (i co najlepsze: natrafiłam na miejsca, które dane mi było obejrzeć osobiście :), momenty tak niewymuszone, naturalne. Co do samej historii - któż by nie chciał przeżyć czegoś takiego? Spotkać osobę, z którą można przegadać całą noc, spędzić czas w tak szalony poniekąd sposób, nawet kosztem jedynych kilkunastu godzin i lat bo uśmiałam się przy stwierdzeniu laxmana: "Ja odkrywam u siebie obsesje związane z pociągami - po tym filmie jeszcze bardziej zwracam uwagę na pasażerki, bo czemu by nie spotkać tam kobiety życia?" Po filmie o tym samym pomyślałam: przerzucę się z samochodu na pociąg, może znajdę podobnego "szaleńca" :D laxman ocenił(a) ten film na: 10 TALAjestem A dziękuję, również w imieniu rozmówcy. Oj, wszyscy chyba byśmy chcieli to przeżyć, ale... no nie ma jak. Nie ma odwagi, jest przywiązanie do zwykłej codzienności. Myślenie: ,,nie wstanę, nie podejdę, nie zagadam, nie powalczę"Z tymi samochodami to dotknęłaś ważnej sprawy. To chyba w ,,Adwokacie diabła" antybohater mówi do Keanu, że zza szyby saMochodu nie pozna życia - coś w tym jest. Powiedziałbym, że komunikacja publiczna, wspólne podróże mocno wyczulają i otwierają horyzonty. Pytanie, ile próbować, skoro już wstało się z miejsca i przeżyło jakieś rozczarowanie. Pozdrawiam! laxman Niestety, racjonalne myślenie zabija spontaniczność, chociaż myślę, że faktycznie sęk tkwi w braku odwagi. Zazwyczaj po stronie płci przeciwnej, nie urażając :)"Adwokata diabła" jeszcze nie oglądałam (stała zależność: filmów do obejrzenia, mimo oglądania, zawsze przybywa, a nie ubywa :), ale cytat jakże trzeba próbować, mimo porażek, bo na tym polega tak naprawdę całe nasze życie ;) Po deszczu przychodzi słońce. laxman Zdecydowanie się zgadzam - świetny film, nie będę się powtarzać w wymienianiu atutów, bo moje spostrzeżenia są bardzo podobne do tych, które zostały wypunktowane w twoim komentarzu. laxman ocenił(a) ten film na: 10 wilma87 No to serdecznie witam kolegę(koleżankę) w zaszczytnym gronie fanów tego filmu. Warto, by jak najwięcej ludzi wiedziało o tym filmie magjak ocenił(a) ten film na: 10 laxman Film magiczny. Chętnie dosiadłabym się do bohaterów w tym pociągu pędzącym do Wiednia. ;) laxman Na 10/10 moim zdaniem nie zasługuje, ale bezsprzecznie ma w sobie szczególną magię. Magię, której kolejne części już nie mają. Kocham ten film za aktorów, piękne zdjęcia Wiednia i wykorzystanie utworu "Come here" w pewnej uroczej scenie. laxman ocenił(a) ten film na: 10 jojok21 No właśnie ja za tę magię dokładam tę ostatnią gwiazdkę, to taka wartość naddana do filmu. Niewytłumaczalna, bo każdy ma swoje gusta i sposoby oceny. laxman Mnie film spodobał się do tego stopnia, że postanowiłam nie oglądać kolejnych części. Szczerze mówiąc nie chcę wiedzieć, czy bohaterowie spotkali się po sześciu miesiącach, po dwudziestu latach, czy też nigdy. Jak dla mnie ta historia zakończyła się rankiem 17. czerwca, na tamtym do samego filmu, nie potrafię wskazać ani jednej rzeczy, która by mnie w jakiś szczególny sposób drażniła. Nic nie było wstawione na siłę, zero zbędnej ckliwości. Lepszych aktorów nie można chyba było dobrać. Momentami(a było ich bardzo wiele, cały film właściwie składa się z momentów) zdawało mi się, że są to po prostu zwykli ludzie. Ich gesty, słowa, mowa ciała - to wszystko było po prostu tak niewymuszone i naturalne jak na standardy dziesiątej muzy, zwłaszcza w kategorii "film miłosny". Dobór scenerii - idealny. Na co komu przereklamowany już Paryż czy Wenecja? Przecież miłość można spotkać wszędzie :) Choć nie przeczę, że Wiedeń swój urok ma i w filmie zostało to świetnie ukazane. I w pewnym momencie mnie samą zaczęło gnębić to poczucie uciekającego czasu. Tego, że to wszystko się niedługo skończy. Wyczułam w tym nutkę apoteozy szaleństwa, tego, że warto czasem pójść na głęboką wodę, nie przejmując się konsekwencjami("jutro umrzemy, prawda?"). I te długie sceny, podczas których niby nic się nie działo, a mimo to nie potrafiłam oderwać wzroku od ekranu. Cudowny film. laxman ocenił(a) ten film na: 10 rockmantyczna Wiesz, miałem podobnie, nie chciałem oglądać kolejnych części. Nie wytrzymałem jednak i nie żałuję - choć z każdą kolejną częścią ocena spadała o jedną, to cała Trylogia jest wybitna i tak... masz rację, mówiąc, że ta historia - w dużym stopniu - zakończyła się tamtego fantastycznego poranka. Kolejny czesci są bardizej prozaiczne, lecz dla kogoś może to być zaleta. laxman Są bardziej prozaiczne, bo i życie staje się bardziej prozaiczne. Wraz z dojrzewaniem, umiera nieco idealizm, a problematyka dnia codziennego dotyka bardziej i celniej. Strasznie to piękno duszy trudno ocalić od zapomnienia. Mimo, że mam dopiero 28 lat, to i tak film momentami już staje się dla mnie zbyt.. hmm.. słodki? Piękne kino, postawiłem 10, ale jednak czuję w tym już coś utraconego i dlatego nie jest dla mnie dziwnie, że wraz z wiekiem aktorów, dojrzewają także ich postacie. Jeszcze nie obejrzałem 3ciej części, ale myślę, że będzie dość gorzka. A może przeciwnie? Może życie im dalej tym piękniejsze, tyle, że opisane innymi słowami?PS: Tak sobie myślę o kreacji Julie Delpy.. Czy takie kobiety istnieją i się dobrze ukrywają, czy wymarły ze 2 dekady temu? :)) Chyba jeszcze nie miałem przyjemności. :) Swoją drogą, znając dorobek i zakres talentów Delpy, to i w realu jest ona fajną babką. :) UncleKaNe Są, są, i choć ich od razu nie widać, to nie ukrywają się - żyją, podróżują, studiują, pracują, czasami włóczą się nocami po zakamarkach miasta. menthe_menthe Być może w tym ostatnim środowisku łatwiej je rozpoznać.. Generalnie, nie popieram włóczenia się po nocach nadmiernie i we własnej samotności, choć nocne miasto kocham - to na pewno. ;) UncleKaNe Akurat w mieście, w którym mieszkam, trzeba się solidnie postarać, by nocna włóczęga stała się nawet odrobinę będę pamiętać. :-) menthe_menthe Czyżby Łódź? ;D UncleKaNe Haha, nie, Lipsk ;-) menthe_menthe O! No to brzmi całkiem smacznie - powiało porządkiem i dyscypliną. Gdybym jednak szprechał zręcznie po niemiecku, to wybrałbym Szwajcarię czy inną Austrię. Przykładem film powyżej. Niemcy są jakieś za porządne. ;) UncleKaNe No chyba, że mówimy o polskim Lipsku? :D UncleKaNe Nie, o tym niemieckim. ;-) Tutaj też mogłaby się wydarzyć taka historia, jest wystarczająco dużo urokliwych miejsc. Tylko zadnej wróżki nie widziałam. menthe_menthe Może wróżka nie funkcjonuje w folklorze niemieckim. ;) laxman Już po dziesięciu minutach wystawiłbym 9/10, najlepszy romans w historii kina. laxman ocenił(a) ten film na: 10 patryk7883 No to daj Pan dychę, nie? laxman Filmu "Przed wschodem słońca" jeszcze nie oglądałam więc nic o nim nie napiszę, ale według mnie nie trzeba było czekać na "prawdziwy film miłosny" aż do 1994 roku. "Love Story" z 1970 roku jest takim filmem. Nie mówię, że to jakieś arcydzieło ale bardzo ciepły i prawdziwy film. Sama nie sądziłam, że film sprzed 40 lat może tak mi się nie oglądałeś to zobacz, jestem ciekawa Twojej opinii. laxman ocenił(a) ten film na: 10 tanja55 Tzn. to ,,prawdziwy film miłosny" to taki skrót myślowy, choć dziś widzę, ze nietrafiony. Dziś inaczej bym to mi o to, że jest to dla mnie taki film. Po prostu starsze chyba do mnie i mojego pokolenia juz tak nie trafiają. A PWS ma już 19 lat, to też niby sporo, ale jeszcze sie trzyma mocno. Podejrzewam że dizsiejsi 15, 16 latkowie już mają innego faworyta.... ,,Love Story"... no interesująca kwestia. Doceniam ten film za jego wkład w historię, za kultowość, ale nie jest dla mnie takim punktem odniesienia, jak PWS. Chyba jednak sie zestarzał jak na moje że to ciepły film, lecz nie arcydzieło - też tak o nim myślę, ale nasi rodzice to arcydzieło w nim widzieli. Moj wniosek - PWS jest dla mnie (mojego pokolenia) tkaim filmem, jak LS dla pokoleń starszych.
przed wschodem słońca youtube cały film